Obudziłam się na czymś miękkim.
Po chwili byłam pewna, że to nasze wspólne łóżko.
Otworzyłam niepewnie oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Puste. Tak jak moje serce, albo raczej miejsce, w którym ono się znajdowało. Znowu miałam ochotę płakać.
Musisz być silna, usłyszałam w głowie znajomy, tak bardzo przeze mnie kochany głos.
-Jak?- spytałam sama siebie, po czym opadłam na poduszkę i ponownie zasnęłam.
I’m sorry if I say I need you
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That
you make me strong
◘◘◘◘◘
-Nigdy nie będzie na to dobry czas.- wywróciłem oczami.- Ale oto jestem. Powinniście się cieszyć.- uśmiechnąłem się sztucznie.
-Wracasz po dwóch latach nieobecności, Zack.- warknęła nisko Emily, zakładając ręce na piersi i podchodząc do nas bliżej.
-Lepiej późno, niż wcale.- wzruszyłem nonszalancko ramionami, unosząc lekko jeden kącik ust.
-Jeśli ci na niej zależy, odejdź…- zaczęła brunetka.
-„Odejdź”, bla bla bla!- przedrzeźniałem ją, wykrzywiając twarz w grymasie.- Chciałem zobaczyć jak sobie radzi i to zrobię.- oznajmiłem im.
-Odszedłeś bez słowa. Zrób to znowu. Tym razem będzie jej to na rękę!- wzburzenie Emily wzrastało wprost proporcjonalnie do ilości słów wypowiedzianych przeze mnie. Gdzie podział się jej wewnętrzny spokój?
-Miałem swoje powody …- mruknąłem, rozglądając się po wnętrzu.
Dużo się zmieniło. Zamiast ciemnych, ciężkich zasłon, które ledwo przepuszczały promienie słoneczne, wisiały tu teraz zwiewne, białe firaneczki. Nigdzie nie dostrzegłem chociażby jednej butelki Armaniaku, a na ścianach znajdowało się mnóstwo zdjęć.
Co oni jej zrobili?!
◘◘◘◘◘
Z łazienki Amy dochodził do mnie szum wody.
-Już się obudziła i bierze prysznic.- poinformował mnie Sam, wchodząc do pomieszczenia.
-Wiem.- parsknąłem, wywracając oczami.
Kuchnia wyglądała bardzo podobnie, co mnie uspokoiło i zarazem zdziwiło. Było tylko trochę więcej światła. Wszechobecna jasność, która przed laty powoli mnie zabijała, teraz dawała ukojenie.
Chyba zgłupiałem do reszty z tej tęsknoty, ale było to nieuniknione.
Żałowałem, że wtedy, te pieprzone dwa lata temu, Amy ocknęła się ze swojego długoletniego amoku, jeżeli mogłem to tak nazwać…
Może dało się ją jeszcze naprawić?
◘◘◘◘◘
W korytarzu zatrzymał mnie Sam, a do mnie wróciło poczucie winy.
-Był w moim śnie i trochę wyjaśnił.- powiedział z zamglonym spojrzeniem, spuszczając głowę.- Wiedział, że to się stanie i tak miało być, nie zadręczaj się.- wybełkotał, oddychając ciężko.
-Sam, tak bardzo przepraszam!- rzuciłam się na niego i objęłam ramionami, łkając głośno. Przytulił mnie delikatnie, wzdychając z ulgą.
-To nie twoja wina.- odetchnął, drżąc lekko.- Myślę, że powinienem ci coś oddać.- dodał, odsuwając się.
Zniknął na chwilę w salonie i pojawił się szybko z powrotem, niosąc coś zawiniętego w szkarłatny materiał.
-To nie będzie łatwe, ale…- zaczął, odwijając tkaninę. Moim oczom ukazał się niewielki słoik z… śnieżnobiałymi piórami wewnątrz. Unosiły się, jakby na wietrze i roztaczały jasną poświatę.
-T-to…- wydukałam, wyciągając dłonie po szklany przedmiot. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę go otworzyć i uwolnić zawartość. Pokręciłam głową, by odgonić tę myśl i zaniosłam słoik do sypialni. Ustawiłam go obok łóżka, na małej szafce nocnej i starłam łzy z policzka.
Czułam się lżejsza, niż pół godziny wcześniej, a dziura w mojej klatce piersiowej nie paliła już tak bardzo.
Opuściłam pomieszczenie i weszłam wreszcie do kuchni, głodniejsza niż zwykle.
Nie byłam przygotowana na widok, który zastałam.
-Zack.- opuściło moje usta i sprawiło, że chłopak odwrócił się do mnie przodem.
-Jak miło cię widzieć, Amy.- uśmiechnął się, wstając ze stołka barowego.
To musiał być jakiś zły sen.
Mój koszmar powrócił.
◘◘◘◘◘
Uhuhu ;3
OdpowiedzUsuń