poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Jesteś moim przekleństwem...

-Co tu robisz?- powiedziała oschle.
-Odwiedzam cię, kochanie.- uśmiechnąłem się ironicznie.
-Nie nazywaj mnie tak.- warknęła przez zęby, spuszczając głowę i oddychając głośno.
-„Kochanie”? Co w tym złego, kochanie?- zaśmiałem się, przybliżając do dziewczyny.
-Nie jestem twoim kochaniem.- syknęła, unosząc głowę i wpatrując się we mnie ze złością, wypisaną w czekoladowych tęczówkach.- Jak możesz teraz tu wracać?!- zmieniła się. I było to widoczne na pierwszy rzut oka.
Nigdy nie krzyczała, a moja obecność ją cieszyła. Chociaż… czego mogłem się spodziewać? Że wpadnie w moje ramiona i nagle zapomni jak ją potraktowałem? Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego to zrobiłem, ulotniłem się z dnia na dzień. Jednak miałem jakiś powód, tak myślę. Nie mogę tylko sobie go jakoś przypomnieć…
-Normalnie.- prychnąłem, przestając się uśmiechać.- Jesteś mi coś winna, przemieniłem cię.- przypomniałem jej.
-Myślisz, że z tego powodu do ciebie należę lub coś w tym stylu? Jeśli tak, to się mylisz!- krzyknęła, odchodząc w stronę sypialni i trzaskając drzwiami.
-Ups.- wzruszyłem ramionami.
Sam wszedł do kuchni i spojrzał na mnie z miną.
-Hmm?- uniosłem brwi pytająco.
-Chyba już czas na ciebie.- stwierdził lekko.- Amy nie ma ochoty z tobą rozmawiać.- uśmiechnął się delikatnie.
-Nie obchodzi mnie to, na co ma ochotę.- warknąłem, ruszając do bruneta.
-Powinno zacząć cię obchodzić, jeśli chcesz naprawić to co zjebałeś.- powiedział twardo, zaciskając zęby.
-Gówno wiesz…- mruknąłem, wymijając go w progu i po pokonaniu długiego korytarza, wychodząc z domu.
Wbiegłem do lasu, zrzucając z siebie kurtkę, buty, spodnie i koszulkę. Przybrałem swoją lepszą  postać i zaciągnąłem się zapachem mokrych, gnijących liści, które spadły już z drzew. W powietrzu wyczułem coś więcej- mieszaninę odrobiny potu, ludzkiej skóry i błota.
Ktoś szedł w moim kierunku, kroki były zdecydowane i pewne.
Jak dobrze, że akurat zgłodniałem.

◘◘◘◘◘

Leżałam na łóżku, wpatrując się w słoik z białymi piórami.
-Przepraszam.- wyszeptałam.- Przepraszam, że ci to zrobiłam, Oliver.- poczułam łzy zbierające się w kącikach moich oczu.
Sam i Emily wyszli już jakiś czas temu, więc miałam nareszcie chwilę spokoju.
Za uchylonym oknem panował półmrok, a chłodne powietrze wpadało do środka, owiewając moje ciało.
-Naprawdę tego nie chciałam!- zaszlochałam nagle, zaciskając dłonie na miękkiej poduszce.- Nigdy sobie tego nie wybaczę, dobrze o tym wiesz… T-to… Nie panowałam nad tym, to się stało, a ty nawet nie próbowałeś mnie powstrzymać, choć miałeś nade mną całkowitą władzę.- wydukałam do szkła. Moje policzki były już całkowicie mokre, a głos zachrypnięty od płaczu.
-Byłam cała we krwi, w twojej krwi. Tak bardzo brzydzę się siebie, może powinnam coś z tym zrobić…- załkałam, ocierając twarz wierzchem dłoni.- To i tak nic nie da, nie spotkamy się ponownie, nigdy więcej cię nie zobaczę!- krzyknęłam, zalewając się znowu łzami. Wstałam z łóżka, potykając się o własne nogi i ruszyłam do kuchni.
Sięgnęłam do szuflady i wyjęłam potrzebny mi przedmiot.
Oparłam się plecami o ścianę i zjechałam po niej, siadając na zimnej podłodze, wyłożonej kafelkami.
Przyłożyłam chłodne ostrze do nadgarstka i przejechałam nim żyłach. Krew zaczęła zdobić moją skórę, ubranie i w końcu posadzkę. Oddychałam, z trudem łapiąc powietrze. Łzy mieszały się z raną, którą pogłębiłam po chwili i szczypały boleśnie.
Kiedy już myślałam, że nadeszła ulga, rozcięcie zaczęło się zabliźniać i moment później została w tym miejscu już tylko słabo widoczna blizna.
-Nie.- warknęłam, rzucając nóż na podłogę.- Nie!- krzyknęłam głośniej, opadając na zimne kafelki.- Jesteś moim przekleństwem, Zack…- wyszeptałam, zaciskając powieki, chcąc zatrzymać łzy.

“Something is scratching it's way out
Something you want to forget about…”

◘◘◘◘◘



niedziela, 24 sierpnia 2014

Mój koszmar powrócił...



Obudziłam się na czymś miękkim.
Po chwili byłam pewna, że to nasze wspólne łóżko.
Otworzyłam niepewnie oczy i rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Puste. Tak jak moje serce, albo raczej miejsce, w którym ono się znajdowało. Znowu miałam ochotę płakać.
Musisz być silna, usłyszałam w głowie znajomy, tak bardzo przeze mnie kochany głos.
-Jak?- spytałam sama siebie, po czym opadłam na poduszkę i ponownie zasnęłam.

I’m sorry if I say I need you
But I don’t care, I’m not scared of love
'Cause when I'm not with you I'm weaker
Is that so wrong?
Is it so wrong?
That you make me strong

◘◘◘◘◘

-Leży w łóżku już drugi dzień.- powiedział Sam.- To naprawdę nie jest dobry czas na twój powrót.- burknął, opierając się prawym ramieniem o drewnianą futrynę, a ja prychnąłem lekceważąco.
-Nigdy nie będzie na to dobry czas.- wywróciłem oczami.- Ale oto jestem. Powinniście się cieszyć.- uśmiechnąłem się sztucznie.
-Wracasz po dwóch latach nieobecności, Zack.- warknęła nisko Emily, zakładając ręce na piersi i podchodząc do nas bliżej.
-Lepiej późno, niż wcale.- wzruszyłem nonszalancko ramionami, unosząc lekko jeden kącik ust.
-Jeśli ci na niej zależy, odejdź…- zaczęła brunetka.
-„Odejdź”, bla bla bla!- przedrzeźniałem ją, wykrzywiając twarz w grymasie.- Chciałem zobaczyć jak sobie radzi i to zrobię.- oznajmiłem im.
-Odszedłeś bez słowa. Zrób to znowu. Tym razem będzie jej to na rękę!- wzburzenie Emily wzrastało wprost proporcjonalnie do ilości słów wypowiedzianych przeze mnie. Gdzie podział się jej wewnętrzny spokój?
-Miałem swoje powody …- mruknąłem, rozglądając się po wnętrzu.
Dużo się zmieniło. Zamiast ciemnych, ciężkich zasłon, które ledwo przepuszczały promienie słoneczne, wisiały tu teraz zwiewne, białe firaneczki. Nigdzie nie dostrzegłem chociażby jednej butelki Armaniaku, a na ścianach znajdowało się mnóstwo zdjęć.
Co oni jej zrobili?!

◘◘◘◘◘

Siedziałem w kuchni, popijając coś, co Emily nazywała „kawą”. Jednak w niczym ta ciemna maź jej nie przypominała. Po chwili zrezygnowałem z tego czegoś i oparłem łokcie na chłodnym blacie baru kuchennego. Podparłem brodę na dłoni i westchnąłem głośno.
Z łazienki Amy dochodził do mnie szum wody.
-Już się obudziła i bierze prysznic.- poinformował mnie Sam, wchodząc do pomieszczenia.
-Wiem.- parsknąłem, wywracając oczami.
Kuchnia wyglądała bardzo podobnie, co mnie uspokoiło i zarazem zdziwiło. Było tylko trochę więcej światła. Wszechobecna jasność, która przed laty powoli mnie zabijała, teraz dawała ukojenie.
Chyba zgłupiałem do reszty z tej tęsknoty, ale było to nieuniknione.  
Żałowałem, że wtedy, te pieprzone dwa lata temu, Amy ocknęła się ze swojego długoletniego amoku, jeżeli mogłem to tak nazwać…
Może dało się ją jeszcze naprawić?

◘◘◘◘◘

Wszystko wokół było takie obce. Sypialnia, łazienka i moje odbicie w lustrze. Ubrałam się i rozczesałam włosy. Byłam niesamowicie głodna, więc od razu poszłam do kuchni. Nie wierzyłam, że mogę teraz myśleć o jedzeniu, ale jestem tylko człowiekiem… No może nie do końca człowiekiem.
W korytarzu zatrzymał mnie Sam, a do mnie wróciło poczucie winy.
-Był w moim śnie i trochę wyjaśnił.- powiedział z zamglonym spojrzeniem, spuszczając głowę.- Wiedział, że to się stanie i tak miało być, nie zadręczaj się.- wybełkotał, oddychając ciężko.
-Sam, tak bardzo przepraszam!- rzuciłam się na niego i objęłam ramionami, łkając głośno. Przytulił mnie delikatnie, wzdychając z ulgą.
-To nie twoja wina.- odetchnął, drżąc lekko.- Myślę, że powinienem ci coś oddać.- dodał, odsuwając się.
Zniknął na chwilę w salonie i pojawił się szybko z powrotem, niosąc coś zawiniętego w szkarłatny materiał.
-To nie będzie łatwe, ale…- zaczął, odwijając tkaninę. Moim oczom ukazał się niewielki słoik z… śnieżnobiałymi piórami wewnątrz. Unosiły się, jakby na wietrze i roztaczały jasną poświatę.
-T-to…- wydukałam, wyciągając dłonie po szklany przedmiot. Nie wiem czemu, ale miałam ochotę go otworzyć i uwolnić zawartość. Pokręciłam głową, by odgonić tę myśl i zaniosłam słoik do sypialni. Ustawiłam go obok łóżka, na małej szafce nocnej i starłam łzy z policzka.
Czułam się lżejsza, niż pół godziny wcześniej, a dziura w mojej klatce piersiowej nie paliła już tak bardzo.
Opuściłam pomieszczenie i weszłam wreszcie do kuchni, głodniejsza niż zwykle.
Nie byłam przygotowana na widok, który zastałam.
-Zack.- opuściło moje usta i sprawiło, że chłopak odwrócił się do mnie przodem.
-Jak miło cię widzieć, Amy.- uśmiechnął się, wstając ze stołka barowego.
To musiał być jakiś zły sen.
Mój koszmar powrócił.

◘◘◘◘◘



poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Jestem potworem...

Otrzepałam jeansy z piasku i próbowałam wstać.
-Co zrobiłaś?- Sam podbiegł do mnie i złapał za ramiona.- Co ty do cholery zrobiłaś?!- warknął, szarpiąc moim sparaliżowanym przez strach ciałem.
-Zabiłam go.- wyszeptałam, nie poznając własnego głosu.
Jego oczy wpatrywały się we mnie przerażone. Zabrał ręce i cofnął się o krok. Rozejrzał się wokół i nabrał powoli powietrza. 
-Zabiłam go.- powtórzyłam płaczliwie, gdy to do mnie dotarło. Jedna duża łza spłynęła po moim policzku. A potem kolejna i następna, i jeszcze kilka innych- zrozumiałam, że jak długo był ze mną, nie robiłam tego. Łzy były czymś co mnie nie dotyczyło. Zapłakałam głośniej, opadając na kolana. 
-Zabiłam Olivera.- wydusiłam pomiędzy drgawkami, które przejęły nade mną kontrolę.
Trzęsłam się, patrząc w nicość. 
Nie zauważyłam kiedy Sam zniknął mi z pola widzenia. Nie miałam do niego pretensji, sama nie miałam ochoty ze sobą przebywać.
-Jestem potworem...- westchnęłam z bólem, zamykając oczy i uderzając głową o wilgotną ziemię. 

◘◘◘◘◘