-Odwiedzam cię, kochanie.- uśmiechnąłem się ironicznie.
-Nie nazywaj mnie tak.- warknęła przez zęby, spuszczając
głowę i oddychając głośno.
-„Kochanie”? Co w tym złego, kochanie?- zaśmiałem się, przybliżając do dziewczyny.
-Nie jestem twoim kochaniem.- syknęła, unosząc głowę i
wpatrując się we mnie ze złością, wypisaną w czekoladowych tęczówkach.- Jak
możesz teraz tu wracać?!- zmieniła się. I było to widoczne na pierwszy rzut
oka.
Nigdy nie krzyczała, a moja obecność ją cieszyła. Chociaż…
czego mogłem się spodziewać? Że wpadnie w moje ramiona i nagle zapomni jak ją
potraktowałem? Szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego to zrobiłem, ulotniłem się z
dnia na dzień. Jednak miałem jakiś powód, tak myślę. Nie mogę tylko sobie go
jakoś przypomnieć…
-Normalnie.- prychnąłem, przestając się uśmiechać.- Jesteś mi
coś winna, przemieniłem cię.- przypomniałem jej.
-Myślisz, że z tego powodu do ciebie należę lub coś w tym
stylu? Jeśli tak, to się mylisz!- krzyknęła, odchodząc w stronę sypialni i
trzaskając drzwiami.
-Ups.- wzruszyłem ramionami.
Sam wszedł do kuchni i spojrzał na mnie z tą miną.
-Hmm?- uniosłem brwi pytająco.
-Chyba już czas na ciebie.- stwierdził lekko.- Amy nie ma
ochoty z tobą rozmawiać.- uśmiechnął się delikatnie.
-Nie obchodzi mnie to, na co ma ochotę.- warknąłem, ruszając
do bruneta.
-Powinno zacząć cię obchodzić, jeśli chcesz naprawić to co
zjebałeś.- powiedział twardo, zaciskając zęby.
-Gówno wiesz…- mruknąłem, wymijając go w progu i po pokonaniu
długiego korytarza, wychodząc z domu.
Wbiegłem do lasu, zrzucając z siebie kurtkę, buty, spodnie i
koszulkę. Przybrałem swoją lepszą postać i zaciągnąłem się zapachem mokrych,
gnijących liści, które spadły już z drzew. W powietrzu wyczułem coś więcej- mieszaninę
odrobiny potu, ludzkiej skóry i błota.
Ktoś szedł w moim kierunku, kroki były zdecydowane i pewne.
Jak dobrze, że akurat zgłodniałem.
◘◘◘◘◘
Leżałam na łóżku, wpatrując się w
słoik z białymi piórami.
-Przepraszam.- wyszeptałam.-
Przepraszam, że ci to zrobiłam, Oliver.- poczułam łzy zbierające się w kącikach
moich oczu.
Sam i Emily wyszli już jakiś czas
temu, więc miałam nareszcie chwilę spokoju.
Za uchylonym oknem panował
półmrok, a chłodne powietrze wpadało do środka, owiewając moje ciało.
-Naprawdę tego nie chciałam!-
zaszlochałam nagle, zaciskając dłonie na miękkiej poduszce.- Nigdy sobie tego
nie wybaczę, dobrze o tym wiesz… T-to… Nie panowałam nad tym, to się stało, a
ty nawet nie próbowałeś mnie powstrzymać, choć miałeś nade mną całkowitą
władzę.- wydukałam do szkła. Moje policzki były już całkowicie mokre, a głos
zachrypnięty od płaczu.
-Byłam cała we krwi, w twojej krwi.
Tak bardzo brzydzę się siebie, może powinnam coś z tym zrobić…- załkałam,
ocierając twarz wierzchem dłoni.- To i tak nic nie da, nie spotkamy się
ponownie, nigdy więcej cię nie zobaczę!- krzyknęłam, zalewając się znowu łzami.
Wstałam z łóżka, potykając się o własne nogi i ruszyłam do kuchni.
Sięgnęłam do szuflady i wyjęłam
potrzebny mi przedmiot.
Oparłam się plecami o ścianę i
zjechałam po niej, siadając na zimnej podłodze, wyłożonej kafelkami.
Przyłożyłam chłodne ostrze do
nadgarstka i przejechałam nim żyłach. Krew zaczęła zdobić moją skórę, ubranie i
w końcu posadzkę. Oddychałam, z trudem łapiąc powietrze. Łzy mieszały się z
raną, którą pogłębiłam po chwili i szczypały boleśnie.
Kiedy już myślałam, że nadeszła
ulga, rozcięcie zaczęło się zabliźniać i moment później została w tym miejscu
już tylko słabo widoczna blizna.
-Nie.- warknęłam, rzucając nóż na
podłogę.- Nie!- krzyknęłam głośniej, opadając na zimne kafelki.- Jesteś moim
przekleństwem, Zack…- wyszeptałam, zaciskając powieki, chcąc zatrzymać łzy.
“Something is
scratching it's way out
Something you want to forget about…”
Something you want to forget about…”
◘◘◘◘◘
